poniedziałek, 30 stycznia 2012
Zły czas
Od lat nie było tak źle. Gdzieś przeczytałam ,że rozwód w skali stresu jest dla pary porównywalny do śmierci współmałżonka. Po 3 latach mieszkania z Ukaszem, nasze rozstanie uznaję za rozwód. I boli właśnie tak, jakbym przeżywała żałobę. Boli jak cholera. Wewnętrznie boli. W sobote była u Jacka i cóz sie zdarzyło? Musiałam udawać ,że źle się poczułam ,bo nagle poczułam taka straszną przeszywającą (teraz wiem co to oznacza) tęsknotę za Ukaszem i naszym życiem, że zabolało fizycznie.
To niesamowite jak z czasem boleśnie człowiek doświadcza ,że miłość to nie wszystko. A może jednak? Wczoraj chciałam poprostu wyjść od Jacka pojechac do Ukasza i na kolanach błagać go o wybaczenie. Przeciez to ja wymyslałam jakieś głupoty, to ja powiedziałam ,że nasz związek się wypalił, to ja powiedzialam ,że nie ma w nim tego czegoś? A czego ja do cholery chciałam? Fajerwerków? Idiotka!
sobota, 28 stycznia 2012
Zniechęcona...
Tak, zniechęciłam się. Do związków i do siebie. Potrzebuję czasu na refleksję. Na przemyślenie dlaczego postępuję tak, a nie inaczej. Na wzięcie się w garść. Mam poczucie, że cos mi umyka, cos ważnego.
Zastanawiam sie coraz częściej nad życiem i dochodze do wniosku, że wcale nie istnieje coś co nazywa się "widać tak musiało być". To, że nie potrafimliśmy czegoś zrobić, wcale nie oznacza, że tak musiało być.
W miłości i związkach jest tak samo. To my wybieramy, to my zostawiamy i jesteśmy zostawiani. A czy możemy cos z tym zrobić? No pewnie, tylko komu by się chciało?
wtorek, 24 stycznia 2012
beznadziejna
juz pisałam ,że jestem beznadziejna? tak, to powtarzam. jestem beznadziejna, niesłowna i nierzetelna. do tego mam zdolność do pieprzenia sobie życia, zarówno uczuciowego jaki i zawodowego. mój promotor jest na mnie wściekły, bo zawalam wszystkie terminy, nie dziwie mu się. Też bym była. Mam przeczucie ,że mnie wypieprzą z hukiem z tych studiów doktoranckich. To będzie wtedy naprawdę porażka. Totalna!
Stresuję sie tym na maksa, nie mogę jeść, nie moge spać. Brawo ja! Nienawidzę siebie, przeciez gdybym się spięła,już dawno miałabym doktorat zrobiony, ale oczywiście jestem totalnym leniem i nie mogę. świetnie poprostu.
sobota, 14 stycznia 2012
Onieśmieleni
Z wiekiem przychodzi śmiałość, pewność siebie, przekonanie o własnej racji, ale w stosunkach damsko-męskich chyba częściej przychodzi onieśmielenie. W każdym razie ja tak mam. A może po prostu zależy mi na J? Myslę, że gdyby ktos na nas popatrzył z zewnątrz pomyslałby,że jesteśmy dwójką nastolatków. Ostatnio trochę się działo, ale to trochę zbyt osobiste kwestie, żeby o nich pisać. Generalnie dowiedziałam się, że oniesmielam Jacka. Dobre!!! Ja?!? No świetnie. Może dlatego zawsze gasi światło? trochę mi to przeszkadza, ale może z czasem mu przejdzie :) Mam nadzieję... Może to jego kompleksy? Pewnie nie czuje się doskonały i woli nie zapalać światła? Zauważyłam ,że faceci często czuja się oniesmieleni, jeśli dziewczyna, z którą się spotykaja ma wysportowaną figurę. To nielogiczne! Dobra, ok, nieskromnie przyznaję, że nie moge narzekac na figurę, choć oczywiście nie jest doskonała. Ale chyba faceci są wzrokowcami więc powinni tym bardziej chcieć sobie popatrzeć. Tę chęć gaszenia światła tłumacze tylko tym ,że Jacek wstydzi się swojego ciała. Tylko idiota nie wpadł na to ,że skoro się z nim spotykam, skoro zostaję u niego na noc to oznacza, że mi się podoba. Podoba mi się taki, jaki jest- z lekka nadwagą, wielką blizną przez środek czoła, lubie nawet to jego lekkie garbienie się. Pewnie powinnam mu to powiedzieć. Tylko żeby nie odebrał tego jako wyznanie miłosne i się nie wystraszył, bo do miłości to jeszcze daleka droga, ale chyba idziemy w dobrym kierunku.
niedziela, 08 stycznia 2012
Saturday night fever
Dużo się działo w sobotę. Przeprowadzka w toku, jeszcze powinnam pojechać do Ikei, ale chwilowo to nie wykonalne.
Sobota była w biegu, najpierw montowanie baterii w kuchni, bo przeciekała, potem kurs po rzeczy do Ukasza, potem biegiem na zajęcia z tańca, no i potem sie zaczęło :)
O 17 byłam umówiona z Torontosem :) tak, tak znajomym blogerem, pierwszy raz się widzieliśmy na żywo i było świetnie. Dawno tak się nie uśmiałam. Naprawdę poważnie zastanawiałm sie nad odwołaniem basenu z Jackiem... ale niestety jestem słabą i nędzna kreaturą uzależnioną od przytulania, więc zostawiłam mojego przeuroczego towarzysza po 3 godzinach i pognałam na basen z J. Nadal go nie rozumiem, ale chyba moje obawy, że chce mna kogos zastapić były niesłuszne. Po 5 latach pamiętał, że zostawiłam w jego starym aucie żółtą parasolkę. Chyba nalezy słuchać rada równie uroczego co rozsądnego Kamila i nie tworzyc sobie problemów. Na basenie jak zwykle sporo pływaliśmy i sporo się wygłupialiśmy i ...Jacek pocałował mnie w stopę... Jacek nadal siedział w jacuzzi, a ja juz chciałam wyjść i wygłupiając się postawiłam nu stope na ramieniu, a on odwrócił głowę i szybko mnie pocałował w stopę. Kurka, może jestem nienormalna, ale było w tym tyle czułości i było tak spontaniczne i nie wystudiowane, że aż mnie zatkało. Chyba mnie jednak lubi :)
Po basenie pojechaliśmy do niego, bo wczesniej obiecałam mu prasowanie koszul tylko w bieliźnie i pończochach, no i co? zgubiłam na basenie jedna pończochę :D chyba tylko ja moge byc taka pierdołą :)zatem zastąpiliśmy prasowanie przytulaniem i tez było super. A no i nie całowaliśmy się :) kiedy zarządałam całowania Jacek stwierdził ,że to po slubie, zatem zapytałam kiedy slub - "w najbliższym wolnym terminie" :) jak dla mnie bomba. Poszlismy spać bez całowania i bez sexu, żadnego :) rano J jest strasznie "przytulny" co mnie niesłychanie cieszy, bo nie ma nic przyjemniejszego niż spędzić ranek na przytulaniu. Zatem mimo braku całowania jest dobrze, bo juz wkrótce slub, a potem całowanie i dziki sex :)
Dziś miałam się spotkać z informatykiem, ale stwiedziłam ,że nie chce mi sie a poza tym nie ma sensu. Ładnych facetów moge sobie pooglądac w necie :) Poza tym nie chciałam zacierac sobie tego superpozytywnego wrażenia jakie wyniosłam z sobotniego spotkania z Kamilem :) Nadal się uśmiecham na sama myśl. Tego życze sobie w tym Nowym Roku- spotykać tylko takich cudownych pozytywnych ludzi.
sobota, 07 stycznia 2012
Nevermind, I'll find someone like you
dziwny dzień....refleksyjny. Po tym jak znalazłam list od Michała nie mogę się ogarnąć. Czytałam list i wyłam do ksieżyca, strasznie mi go brakuje. Chyba obecne rozstanie bardziej mnie dotknęło niz mi się wydaje. Boli jak cholera! Wiem ,że tak trzeba, ale dziś poszłam z Ukaszem na imieniny jego rodziców, bo postanowilismy jeszcze im nie mówić o rozstaniu i umierałam tam. Przeciez to cudowny przystojny facet, którego kocham, więc co ja robię?!? Uciekam , bo jest zbyt poważnie, bo nie jest idealnie. Jestem beznadziejna.
Dziś też sie rozryczałam, bo przyjechałam do Ukasza i przytuliłam naszego kota. Bosz, jak mi brakuje tego sierściucha. Są chwile, w których myślę, Boże, niech mnie ktos uspi, bo mam dosyć. Naprawdę nie lubie siebie dziś. Do tego ci wszyscy faceci... czy oni nie widza jaka jestem beznadziejna? Że nawet nie warto wychodzic ze mna na kawę, bo na pewno coś spieprzę? Do grona moich ewentualnych absztyfikantów dołączył "Pan informatyk" młody przystojniak , który montował mi wczoraj modem w kompie. Naprawdę przystojna bestyjka, przyszedł, szybciutko podłączył i sobie poszedł, po czym wysłał mi smsa, ze zapomniał mi powiedziec, że modem powinien być ciągle podłączony i żeby nie wyrzucać pudełka, ja cos tam odpisałam, on odpisał, ja odpisałam, no i własnie umawiamy się na kawę :) jestem beznadziejna!!!! naprawdę!!!Najlepsze jest to ,że użalam się nad soba jaka to jestem nieszczesliwa!!! Bosz, co za pustak ze mnie! Reasumują- własnie zostawiłam porządnego, przystojnego faceta, za którym oglądaja sie panienki, wiem, że Maciej tylko czeka na odpowiednią chwilę, żeby się zdeklarować, Jacek (to jest cięzki przypadek, podejrzewam go o to, że traktuje mnie jak lekarstwo na jakąś zawiedziona miłość) zaprasza mnie na najcudowniejszy na świecie sex oralny i nie chce nic w zamian, Pan T zaprasza mnie na kolacje i nie chce nic w zamian, choć wiem ,że cośtam chciałby, własnie umówiłam sie na kawę z przystojnym iświetnie pachnącym informatykiem na kawę w nd.... czy to jest normalne ,żeby w takiej sytuacji narzekać???? No dobrze tak to wygląda z zewnątrz, a jak to wygląda emocjonalnie? Ano kocham Uksa i jest mi najbliższa osoba na świecie, ale niestety brakuje mi w naszym związku "ognia" tej iskierki namietności i pasji, ale bardzo boli mnie to, że wiem ,że ranie go tym rozstaniem, niby oboje to rozumiemy, niby decyzje była wspólna, ale jednak .... boli mnie i jego. Do tego potrzebuję stałości, chcę juz powaznego związku, który skończy sie slubem i dziećmi, już nie chcę uciekać. Wiem, że w taki sposób mogłbym być szczęśliwa z Maciejem, ale jednoczesnie ciągnie mnie do Jacka. Ehhh, a może informatyk jest ratunkiem zesłanym z nieba?Trzecia opcją, która zmieni coś w tym moim pokręconym życiu? Nieee, słabo, pewnie dzieciak jeszcze studiuje :) ale przynajmniej popatrze sobie w nd na przystojnego kolesia :) to będzie miła estetycznie niedziela :)
wtorek, 03 stycznia 2012
Confused
Wróciłam z Berlina -zachwycona i ubawiona. Zawsze tak jest, jak nie chce mi się gdzieś iść, to potem jest super. Przyjechałyśmy w sob. i najpierw była Sylwestrowa kolacja, pyszne raclette, a potem poszliśmy do klubu Bassy (wcale nie był droższy od klubów w Lodzi) i bawilismy się świetnie. W nd poszliśmy na galowy koncert noworoczny do Konzerthausorchester Berlin i też było niesamowicie.
Wróciłam wczoraj i zaczęłam od przeprowadzki do siebie :) no cóż Nowy Rok, nowe życie. Co prawda nie spalam u siebie, bo -przyznaję, że jestem słabą i nędzna kreaturą- pojechałam odebrać Jacka z dworca, bo wracał z tego nieszczęsnego obozu alpinistycznego. Zawiozłam do domu i zostałam na noc.
Tym razem było nieziemsko przyjemnie, bo z okazji moich imienin Jacek obiecał zająć się moimi siniakami na udach. To było najbardziej erotyczne wydarzenie w moim zyciu. Nikt do tej pory nie całował mnie tak po stopach. Przyznaję, że byłam nieprzytomna, tak to na mnie zadziałało. Na szczescie nie skończył na stopach. Było prawie bosko. Prawie, bo 1- nie pocałował mnie ani razu w usta! 2- stwierdził ,że dzis jest mój dzień, wiec nim się nie zajmujemy. Chyba nie do końca pojmuje mężczyzn. A na pewno spotykam się od lat z dziwakami.
Optymistyczne do życia nastraja mnie fakt, że zawsze jak już stwierdzam, że chyba lepszego sexu w życiu nie będę miała pojawia się ktoś, kto burzy tę pewność.
piątek, 30 grudnia 2011
Sylw w Berlinie
Kurcze, zaśniedziałam się. To przerażające, że zamiast niecierpliwie czekać kiedy wyjedziemy z Emilka do Berlina, ja sie stresuję: że totalnie polegnę używając angielskiego, że nie ubiorę się odpowiednio, że generalnie się nie odnajdę i będzie chała! Ja!!!! Totalny luzak, któremu zwykle nawet spodnie wiszą!
Emilia bierze na sylwka kieckę... ja nie uwielbiam kiecek na imprezach. Do pracuni i owszem, ale wygodniej bawic się w spodniach...
Dziś po powrocie z pracy będzie burza mózgu- co zabrać.
Aha czuje, się jak totalna świnia, bo obiecałam Uksowi, że spędzę z nim Sylwka, a tu dupa, spadam do Berlina. W ramach usprawiedliwienia mogę dodać, że Uks nie chciał jechać do Berlina.
E napisałam ,że plan jest taki najpierw obiad/kolacja na 5-8 osób, a potem clubbing w Berlinie. Kurka, brzmi koszmarnie. I brzmi jakby było drogo :)
czwartek, 29 grudnia 2011
Pierdyliony pierdów
Bosz, wrzucam na laski, które są takie puste i ciągle tylko mówią "a mój Jacuś to to, a mój Ziutek to tamto.." a sama robię na blogu to samo.
Intelektualistka normalnie... Zamiast wziąć się za kończenie doktoratu, jak ani Bozia przykazuje, dom se wybudować i porządną pracę znaleźć, to ja się pseudonauką zajmuję, doktoratami, artykułami, konferencjami, no i wzdycham pokątnie do Jacka.
Nienormalna jestem naprawdę i zachowuje sie jak jakaś nastolatka. Na 2 miesiące przed 30 urodzinami.
Wczoraj zamiast pisać artykuł grałam pół dnia w głupie gierki on-line, no przecież to uwłacza jakiemukolwiek poziomowi intelektualnemu, a co dopiero komuś, kto ma być dr. Pogardzam sobą chwilowo.
środa, 28 grudnia 2011
Miłości rozszczepienie
Mam wrażenie, że mam jakieś rozdwojenie, a właściwie zwielokrotnienie jaźni w kwestiach miłości.
No bo teoretycznie wyprowadzam się od Uksa, bo się wypaliło, bo nie ma tego czegoś, bo ble ble ble. I problem polega na tym, że ja go nadal szalenie kocham, niestety bez tego erotycznego blasku, ale jednak. Gdyby potrzebował nerki, byłabym pierwszą chętną do oddania swojej, a jednak wyprowadzam się.
Z poprzednimi facetami było tak samo, wszystkich uwielbiałam do granic szaleństwa, ba, nadal ich uwielbiam. Uważam, że wszyscy moi byli, to same cudowne, interesujące chłopy, a jednak, wszystkich zostawiłam i poszłam w pizdu.
Jacuś na obozie alpinistycznym już od 3 dni... brakuje mi go szalenie, ale przerażające jest to, że niedawno leżałam sobie obok niego, on spał pochrapując i zdałam sobie sprawę, że teraz on mnie zachwyca, ale za "chwilę" może być to samo co z innymi. Znów coś wymyślę i spieprzę. A to, ze mam za mało wolności, a to ,że do siebie nie pasujemy, a to ,że nie czuję się doceniana, a to ,że..... zawsze jest jakieś ale... Tak jakby ja była kurka jakąś idealną księżniczką. Nie nadaję się, nie nadaję sie do związków. Już się boję tego ,że jacek nie polubi moich znajomych, a oni jego, że będzie chciał ciągle siedzieć w domu, a mnie przecież ciągle gdzieś nosi.
Ale chyba to pierwszy facet, z którym czuję się naprawdę bezpiecznie.
Aha, zapomniałabym, nocowałam u niego już 4 albo 5 razy i zero sexu! Wszystko dzieje sie tak powoli, a jednocześnie tak, jak być powinno. Nigdy bym na to nie wpadła,że mnie taki obrót sprawy będzie się podobał. Chyba właśnie tak to powinno się odbywać, powoli i stopniowo. Pojechałam do niego po Wigilii, on kończył doktorat, a ja czytałam potem poszliśmy spać, czyli najpierw drapanie Jacka po plecach i mizianie po włosach - uwielbiam to :) a potem Jacek mnie głaskał po plecach i ogrzewał mi stopy w dłoniach. Potem zasnęliśmy. A rano Jacek się obudził, najpierw mi podokuczał, a potem położył mi głowe na brzuchu i tak sobie leżeliśmy. Ja głaskałam go po tym wielkim łbie, a on mnie przytulał. To było romantyczne i jakieś takie rodzinne i stwierdziłam, że to pierwszy facet, za którego chcę wyjść za mąż. To było przerażające :) nadal jest, bo ja nadal chcę za niego wyjść za mąż. W marcu sie zaręczymy. On jeszcze o tym nie wie, ale to nic nie szkodzi :)
|
Archiwum
Zakładki:
hmmm
Artystycznie?
Zawodowy
|